100 lat…? Wystarczy 50, byle spełnione…

on 10-4-2012 in Życie i inne trudności

100 lat…? Wystarczy 50, byle spełnione…

Przynajmniej raz w roku patrzę z melancholią w lustro i uświadamiam sobie, że znowu jestem o rok starszy. Że zegar tyka, że sekundy zlewają się w strużki minut, te w strumienie godzin, a wszystkie one spływają niezliczonymi odnogami do rzeki zwanej upływem lat.*
Przynajmniej raz w roku patrzę w lustro szukając śladów starości, której tak bardzo się boję. Widzę jej oznaki na dziadkach, rodzicach; oni są świadectwem, że czas się nie zatrzymuje, wręcz przeciwnie, od pewnego wieku wręcz przyśpiesza. Dotychczas wydawało mi się, że proces starzenia to przypadłość przytrafiająca się innym, podczas gdy ja stoję na moście zawieszonym nad rwącym strumieniem upływu lat, który kiedyś połączy się ze Styxem, gdzieś tam, za horyzontem, którego nie chcę wypatrywać.
Dotychczas…
Teraz, gdy spoglądam w lustro, widzę faceta w wieku określanym już chyba jako średni, o twarzy pozbawionej zmarszczek, lecz dojrzałej, sugerującej bagaż doświadczeń będący pryzmatem, przez który patrzę na świat. Gdy patrzę sobie w lustrze w oczy przypominają mi się te wszystkie dziecięce obietnice składane samemu sobie, typu „jak będę dorosły, to…”, te wszystkie marzenia, które dzisiaj przywołują na mojej twarzy już tylko gorzki uśmiech, nadzieje, które stały się bolesnymi wspomnieniami kobiet, z którym dzisiaj nie utrzymuję jakiegokolwiek kontaktu i o których staram się nie myśleć.

Urodziny to standardowo czas wspomnień, podsumowań, refleksji. Już kilka dni przed tym wątpliwym świętem czuję się jak Kłapouchy z Kubusia Puchatka, który wpierdalając oset w swoim Zakątku Zadumy oddaje się czarnym myślom typu „czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł”, ewentualnie „to ja Kłapouchy… to tylko ja, Kłapouchy”. I nawet, jeśli ten poprzedni rok zwieńczony był największymi sukcesami mojego dotychczasowego życia, czuję smutek, żal, niedosyt. Deficyt emocjonalny, seksualny i finansowy. Porównuję się z rówieśnikami, analizuję czy to być może nie oni się skurwili, zarabiając przez oszukiwanie nawet najlepszych przyjaciół (w tym i mnie), tylko czy być może to ja jestem frajerem, który nie ustawił się na tyle, aby nie być zmuszonym analizować kto ma więcej i kto jest szczęśliwszy. Jestem zażenowany sobą i moim tokiem przemyśleń. Jakie to wszystko żałosne. Jakie to wszystko smutne, płytkie i bez sensu…

Wiem, że na pewne rzeczy nie mam wpływu. Nauczyłem się już tego, a była to bolesna lekcja. Jestem świadom, że sztuka życia polega na tym, aby starzeć się z godnością. Aby każde nowe doświadczenie, porażka czy sukces, uszlachetniło nasze rysy i nasze wnętrze. Aby z jeszcze większym spokojem ducha i dystansem podchodzić do nowych wyzwań. Aby osiągnąć spokój wewnętrzny, równowagę, balans. Aby czerpiąc z nabytego doświadczenia unikać (powielania) błędów i żyć w taki sposób, aby nadal każdego poranka móc spojrzeć sobie w lustrze w oczy i uśmiechnąć się do siebie.
I dokładnie tego życzcie mi proszę na urodziny.


——————————–

* Bez obaw – jestem świadom, jak idiotycznie patetyczne jest to zdanie. Nie przyszło mi do głowy żadne normalniejsze, więc pozostawiłem je bez zmian :P


4 Comments

  1. Szlachetności wewnętrznej, uczenia się na błędach, wielu wyzwań i uśmiechu Ci życzę.
    Ale przede wszystkim nie trać stylu i swojej iskry złośliwości , z którą widzisz świat :-) No i oczywiście spotkania Jej…

    PS. Nie uwierzysz ale ja też miałam urodziny parę dni temu :-)

  2. chyba każdy człowiek, jakkolwiek nie byłby zdystansowany do samego siebie miewa czasem zawahania, bo czuje bolesny upływ czasu. I nie pomagają wtedy „dobre rady”, po prostu jest się smutnym i już. Rozumiem Cie- sama ostatnio taki miałam czas- wspomnień co było, kiedy było się młodszym i bolesnego ukłucia, że to przeszłość…
    Ale nie daj się zwariować, ni daj się zaszczuć. Żyj pełną piersią – reszta pojawi się sama :)

  3. 50 lat? W moim przypadku zgodził bym się na samoistną śmierć tuż po wybiciu godziny dnia w którym skończę 50 lat. Starość mnie przeraża. A najbardziej grzech starości w oczach młodych Polaków. Wiem, że się starzejemy. Czuję to. Być może nie tak kolosalnie pod względem fizycznym. Jednak w okresie dojrzewania, psychika, inteligencja emocjonalna zmienia swój poziom… cotygodniowo wręcz. Czytanie starych wpisów na blogu, w pamiętniku, na komunikatorach, forach budzi taki wstyd: Ale ja byłem głupi.. Jednak jak się okaże, ten komentarz, też uznam za idiotyczny, za jakiś czas. Wraz z wiekiem rozwijamy się. Pod każdym względem. Popełniamy błędy, przeżywamy smutki, radości, wstyd. I tak nas życie uczy, że gdy ma się już te 50+ lat, najczęściej nabywamy mądrośc. Mimo pesymizmu spowodowanego przez bagaż doświadczeń jesteśmy ekspertami od życia. Zatem życie, to szkoła życia
    Niewygodny ostatnio opublikował: Drobnymi kroczkami do egocentryzmu.

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge