Wieczór kawalerski, czyli z kamerą wśród samców, cz. 1

on 26-3-2012 in Kobiety

Wieczór kawalerski, czyli z kamerą wśród samców, cz. 1

Wieczór kawalerski. Wieczór wyjęty spod kontroli partnerki, intrygujący obietnicą przeżycia erotycznej (niekoniecznie seksualnej) przygody, której w tej formie panowie najczęściej nigdy nie zaznają u swoich przyszłych małżonek. Balansujący na granicy przyjętych norm społecznych – przez co tym bardziej podniecający, opleciony więzami męskiej przyjaźni gwarantującej milczenie. Sam kilkakrotnie brałem udział w takich wieczorach i za każdym razem opuszczałem je głęboko zażenowany, wstydząc się przynależności do gatunku męskiego. O nie, bynajmniej nie zamierzam sugerować powyższym wstępem, że jestem grzeczny i preferuję seks w pozycji misjonarskiej przy wyłączonym świetle. Wręcz przeciwnie, podniecają mnie klimaty nie godzące w prawdzie w żaden (no, może prawie żaden) paragraf polskiego prawa, lecz budzące wysoki niepokój oraz niepewność wśród większości społeczeństwa (dla domyślnych: mowa m.in. o czterech spółgłoskach). Nie rozumiem po prostu idei wieczoru kawalerskiego. Nie rozumiem jaki jest cel tankowania wódki w ilościach przemysłowych oraz zamawiania za 400-600 PLN, które można by przeznaczyć na szczytny cel,  mniej czy bardziej urodziwego pokemona, który pokaże cycki, bo wiadomo, że 99,9% panów sam performance w ogóle nie interesuje. Jest to dla mnie świadectwo ubóstwa inteligencji seksualnej większości mężczyzn, ich ograniczonych horyzontów seksualnych i nader prostej fabuły ich fantazji erotycznych, sprowadzających się najwyraźniej – tylko i wyłącznie – do nagiej kobiety. Osobiście uważam nagość za kochankę braku wyobraźni. Nagość to zdecydowanie zbyt mało, aby mnie zaintrygować i podniecić. Ponadto nagość, w dzisiejszych czasach, jest tak naprawdę pospolita.
Najwyraźniej nie wszyscy są tego zdania.

Sobota wieczór, wieczór kawalerski jednego z przyjaciół. Krótko po 20ej wchodzę do jego mieszkania, w którym ma się odbyć striptease. Teoretycznie jestem spóźniony, ale po pierwsze i tak nie liczę na występ, który mi zapadnie pozytywnie w pamięć, po drugie i tak nie wierzę, aby się rozpoczął punktualnie. Stripteaserki lubią się spóźniać, aby a) mieć „swoje” wejście b) zmaksymalizować niecierpliwe oczekiwanie, a w konsekwencji pożądanie klientów. Po tej w ogóle nie spodziewam się cudów, bowiem co to jest za tancerka, która narzuca klientom, do jakich piosenek będzie tańczyć? Świadczy tylko o jej braku wyczucia muzyki i umiejętności wyrażenia się w tańcu. Ale ona najwyraźniej i tak specjalizuje się w innych serwisach swojej zdywersyfikowanej palety usług, ponieważ podczas pierwszej, telefonicznej rozmowy z organizatorem spytała się, czy bukujemy również inne atrakcje. Chłopak od razu się zorientował, o co jej chodzi i ostrożnie odpowiedział, że wedle jego wiedzy nie, ale – z ciekawości – poprosił o wstępny kosztorys. Jej odpowiedź:

A ilu Was tam będzie? Ośmiu? Ok, no to 150 PLN za każde pół godziny.

Najwyraźniej gangbang to jej chleb powszedni.
Co ciekawe, poinformowała ponadto, że dotykanie jej ciała jest jak najbardziej w porządku (co było dla mnie nie małym zaskoczeniem, ponieważ dla mnie striptease z definicji ogranicza się do zmysłu wzroku), ale… bardzo prosi o nie wsadzanie jej palców w pochwę, ponieważ wybitnie tego nie lubi…

Gdy przychodzę, okazuje się, że jest jeszcze gorzej, niż i tak się spodziewałem. „Pani” właśnie przysłała wiadomość, że się spóźni i będzie dopiero za godzinę. Gdy słyszę tłumaczenie, dlaczego się spóźni, proszę organizatora wieczoru o pokazanie całego, prowadzonego via sms, dialogu z „panią”, ponieważ aż nie chce mi się wierzyć, że mnie nie wkręca. Okazuje się, że faktycznie mówi prawdę… „Pani” się spóźni, ponieważ… szafka spadła jej na nogę! Żeby było jeszcze zabawniej, dodaje, że ochroniarz, z którym przyjdzie, jest bardzo opiekuńczy i się bardzo o nią martwi i z tego powodu prosi, aby mu nie zdradzać, dlaczego doszło do spóźnienia. Zaczynam czuć się zaintrygowany rozwojem – nomen omen – wypadków.
Nie zostaję rozczarowany, bowiem krótko przed 21 przysyła kolejną wiadomość, że będzie, ale o 22ej. Panowie nie ukrywają zniecierpliwienia i niezadowolenia. Godzinę później informuje, że w ogóle nie dotrze, ponieważ boli ją stopa. Nie wiem, co jej odpisał organizator wieczoru, ale jej odpowiedź jest hitem:

No dobrze, mogę być o 24, jeśli do tego czasu wymoczę nogę.

Panowie o mało się nie pobili o telefon, ponieważ każdy zamierzał wysłać jej indywidualnie wyrażony, miażdżący komentarz dotyczący jakości świadczonych przez nią usług i podejścia do klienta w szczególności. Z zaciekawieniem przyglądałem się temu spektaklowi z kanapy, dochodząc do wniosku, że najwyraźniej żyjemy w kraju, w którym nawet prostytutki olewają klientów i nie potrafią dotrzymać terminów. Nie wiem co jej w końcu wysłali na odczepne, ja w każdym bądź razie zasugerowałbym, aby wymoczyła też od razu drugą stopę – tak prewencyjnie.

Z bijącymi sercami, podwyższonym ciśnieniem, również testosteronu, zamówiono taksówki i pojechaliśmy „na miasto”.

[Czytaj dalej…]




_________________________________

Zdjęcie: Bas Driessen, sxc.hu


6 Comments

  1. fajny wpis:) czekam na c.d. z niecierpliwością, jako że idea wieczorów kawalerskich i panieńskich jest dla mnie wybitnie durna i nie potrafię jej pojąć.Pojmuje ją jako rozpaczanie za wolnością, ale skoro na starcie przed ślubem rozpaczamy, że go bierzemy, to po co brać ślub?

  2. No cudnie :))

    Ale obstawiam, że na mieście mogło być ciekawiej
    echo ostatnio opublikował: czekając na rower

    • Było nie mniej ciekawie, aczkolwiek, niestety, bardziej żenująco. Zapewne jutro, najpóźniej w piątek, opublikuję kontynuację relacji moich przygód na wieczorze kawalerskim.

  3. Ego, Ty nawet „panienki” przyciągasz conajmniej dziwne :D

  4. A, mam jeszcze pytanie: jakie to słowo o czterech spółgłoskach? Bo dupa ma dwie, półdupki mają pięć, tyłek ma trzy, pośladki – pięć a „do buzi” nie powinno budzić niepokoju, poza tym (razem) ma trzy spółgłoski… ;)

  5. O rany jak oni wytrzymali bez ku*wy na imprezie. Nie rozumiem wieczorów kawalerskich na których trzeba oglądać gołe baby. Widocznie macie pecha… ja nie miałem i żonka raz w tygodniu urządza mi striptiz z finałem bez zagrożenia wirusem hiv. Pozdrawiam małpiszony

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge