Milena (cz. 3)

on 31-1-2012 in Kobiety

Milena (cz. 3)

We wtorek, 27 grudnia, miała iść do lekarza. Od 9.30 rano próbowałem się do niej dodzwonić. Bezskutecznie. Na smsy również nie odpowiadała. Zacząłem panikować. To absolutnie nie było w jej stylu. Wiem, mogę się tylko powtórzyć: jestem sentymentalnym idiotą. Przez cały dzień nie zrobiłem nic konkretnego, ponieważ nie mogłem się na niczym skupić, co chwila zerkając na display komórki i wybierając z uporem maniaka jej numer. W końcu, ok. 19.30, zadzwoniła. Rzuciłem się jak pojebany do telefonu i – cały w nerwach – wcisnąłem zielony przycisk inicjujący rozmowę.

„No cześć, kochanie”, usłyszałem ją całą w skowronkach. „Tęskniłeś za mną?”

„Co się z Tobą cały dzień dzieje ?!”, wykrzyknąłem (zaznaczam: nie wrzeszczałem). Na co usłyszałem poirytowane „Jeśli tak na mnie krzyczysz to w ogóle nie mam zamiaru z tobą rozmawiać!” I… rzuciła słuchawką. Wpatrywałem się w telefon, jak gdybym liczył, że do mnie przemówi i mi wyjaśni, o co tu właściwie chodzi…

Gdy oddzwoniłem, odrzuciła rozmowę. Odebrała w końcu dopiero godzinę później*. Okazało się, że w szpitalu, podczas badania tego bolącego boku, dali jej jakiś zastrzyk zawierający antybiotyk, na który jest alergiczna i zaliczyła zejście. Dopiero o tej 19.30 pielęgniarka przyniosła jej torebkę z komórką i wtedy do mnie zadzwoniła…

Następnego dnia wróciła do domu a naszym relacjom znowu przyświecało motto „jest pięknie, a gdy się spotkamy, będzie magia”. Spotkać mieliśmy się bowiem już pojutrze, czyli w piątek, 30-go grudnia. Nie mogłem się doczekać. Mieszkanie błyszczało, lodówka się nie domykała od kawioru, krewetek i innych wyszukanych przekąsek, mających stanowić adekwatne tło dla naszego pierwszego spotkania w realu. Z Mileną ustaliłem, że na wszelki wypadek, aby uniknąć takiej sytuacji, jak ta zaistniała we wtorek, da swojej córce mój numer telefonu oraz adres email, aby ta mogła mnie w razie czego powiadomić. Oczywiście wykluczaliśmy taką możliwość, ale… ostrożności przecież nigdy za wiele. No i oczywiście: w piątek od samego rana telefon milczał. Znowu brak jakiejkolwiek reakcji na smsy, maile… Nawet ja, z moją anielską cierpliwością, stwierdziłem, że mam zdecydowanie dosyć tych emocji. Przez cały dzień zaprzyjaźniałem się z myślą, że to koniec, ponieważ nie miałem już siły i ochoty na dalsze nerwy i niepożądane emocje. Krótko po północy wszedłem na jeden z moich adresów email, przeznaczony dla świeżo poznanych osób w Internecie, który używałem też na początku znajomości z Mileną, aby usunąć jej maile. Ku mojemu największemu zaskoczeniu zobaczyłem w „odebranych”… trzy wiadomości od jej córki.

[Czytaj dalej…]




_________________________________
* Tak. Jestem „pizdą”, jak to określili Mateusz i Kornel. Wiem.

Zdjęcie: Nicolas Raymond, sxc.hu


Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge